Poundland na krawędzi upadku: od straganu do sieci z 800 sklepami

Brytyjska sieć Poundland, która przez lata sprzedawała wszystko po funcie, stoi przed groźbą upadku. Zarząd złożył zawiadomienie o zamiarze powołania administratorów, co daje firmie 10 dni na znalezienie ratunku. Pracownicy protestowali pod siedzibą spółki.
Kłopoty właściciela i odrzucona oferta
Firma z siedzibą w hrabstwie West Midlands znalazła się w trudnej sytuacji po tym, jak amerykańscy właściciele, fundusz Gordon Brothers, odcięli ją od kluczowego finansowania. Odrzucili też ofertę przejęcia od irlandzkiej grupy Martin Property Group.
Zarząd Poundland Limited przekonuje, że prowadził formalny proces sprzedaży, ale mimo ogromnych starań nie udało się znaleźć akceptowalnej oferty na całość biznesu. Zainteresowało się jednak kilku doświadczonych operatorów handlowych. Złożone przez nich oferty obejmują łącznie znaczną część firmy i zdaniem zarządu dają najlepsze szanse na ochronę miejsc pracy oraz interesów wierzycieli i udziałowców.
Jak wszystko się zaczęło
Założyciel sieci, Steve Smith, urodzony w Wolverhampton, od drugiego roku życia spędzał czas na straganie rodziców. Potem sam sprzedawał na targu towary po 1 funcie. Jak wspomina, gdy opowiadał o pomyśle sklepów z asortymentem w jednej cenie, słyszał, że nie znajdzie tylu produktów, że inflacja wszystko zniweczy i że to nie ma szans się udać.
Z pożyczką 50 tys. funtów od rodziców otworzył pierwszy sklep w centrum handlowym w Burton-upon-Trent. Było to 13 grudnia 1990 roku. W ofercie miał 624 produkty, a pierwszego dnia utarg przekroczył 13 tys. funtów. Smith z żoną prowadzili firmę 16 lat, a w 2006 roku sprzedał ostatnie udziały za 250 mln funtów. Później przyznał, że to było jak śmierć kogoś bliskiego. Sieć przyciągała ponad milion klientów tygodniowo.
W 2025 roku Poundland, wtedy z ponad 800 sklepami w Wielkiej Brytanii i Irlandii oraz około 16 tys. pracowników, trafił do Gordon Brothers za symboliczną kwotę 1 funta. Sprzedał go polski koncern Pepco.
Dlaczego sieć traci grunt
Zdaniem Sarah Montano, ekspertki ds. handlu z University of Birmingham, atutem Poundland była niegdyś jednolita cena. Dziś konkurenci oferują podobne ceny, a w wielu kategoriach wręcz niższe. Dodała, że niektórzy z nich lepiej wyczuwają kluczowe trendy.
Pracownicy mówią o strachu przed utratą pracy tuż przed świętami. Jedna z protestujących, Claire Sutcliffe, związana z firmą od prawie dekady, powiedziała: „Please just sell” (po prostu sprzedajcie), zwracając się do właścicieli.
Co to oznacza dla polskiego czytelnika
Poundland nie ma sklepów w Polsce, więc zamknięcie sieci nie uderzy bezpośrednio w polskich klientów. Wątek polski jest jednak wyraźny: do 2025 roku właścicielem marki był Pepco, spółka opisywana jako polska, a jej sklepy dobrze znamy z naszych miast. Historia pokazuje, że przejęcie zagranicznej sieci dyskontowej nie zawsze kończy się sukcesem.
Całość to także przykład, jak trudno budować model biznesowy na jednym haśle cenowym, gdy rywale oferują podobne ceny. W sytuacji, gdy klienci w wielu krajach, także w Polsce, bacznie liczą wydatki, przewaga wynikająca wyłącznie z niskiej ceny szybko się zaciera. Los sieci rozstrzygnie się w ciągu kilkunastu dni, a od tego zależy, ile sklepów i miejsc pracy uda się uratować.
Źródło: BBC News – „How Poundland grew from a market stall to a high street giant”








